Jak zaczęła się ta przygoda?
Marzenie, które zmieniło wszystko
Pewnego dnia, siedząc przy stoliku nad rzeką, Ewelina wyznała, że marzy o wyjeździe na wolontariat. Chciała na chwilę zmienić otoczenie, zamieszkać w innej kulturze i doświadczyć czegoś nowego, najlepiej na 2–3 miesiące. Ta rozmowa zapoczątkowała plan, który wkrótce odmienił nasze życie w Umbrii. I tak los zaprowadził nas aż do… Włoch.
Pierwsze doświadczenia w Umbrii
Trafiliśmy na wolontariat do Umbrii, niedaleko miasteczka Ficulle. Tam wszystko płynęło zupełnie inaczej — czas, codzienność i relacje. Funkcjonowaliśmy w zgodzie i harmonii w małej wspólnocie z właścicielem miejsca, który wkładał w nie całe swoje serce. Był czas na pracę, wspólne posiłki, rozmowy i chwile tylko dla siebie.
Decyzja o zmianie
Po powrocie do Polski Ewelina powiedziała wprost: „Musimy uciec z bloku i zamieszkać gdzieś w domku.” I tak się stało — wynajęliśmy niewielki domek na uboczu miasta. Jednak najważniejsze słowa padły jeszcze wcześniej, we Włoszech, gdy Ewelina wyznała: „Chcę się przeprowadzić do Włoch.”
Trudne początki
Był to dla mnie trudny moment i długo zastanawiałem się nad tą decyzją. W końcu jednak nadszedł dzień, kiedy spakowani po dach, z córką i kotem, ruszyliśmy w podróż do Toskanii. Los od początku nas testował — auto nie chciało odpalić, a kot uciekł z transportera. Mimo to wyruszyliśmy.
Poszukiwania domu
W Toskanii wynajęliśmy apartament na dwa miesiące i intensywnie szukaliśmy domu. Wreszcie trafiliśmy ponownie do Umbrii, do małej miejscowości Casa Maggi. To właśnie tam znaleźliśmy dom, w którym spędziliśmy kolejne półtora roku. Niestety, nie mogliśmy go kupić, ponieważ brakowało pozwolenia na budowę, a notariusz nie był w stanie sporządzić aktu własności.
Problemy i rozczarowania
Był to naprawdę trudny okres. Zmagaliśmy się z agencją, właścicielami, a czasem także sami ze sobą. Choć w agencji pracowała Polka, to niestety musimy przyznać, że zostaliśmy oszukani. Wykorzystano naszą niewiedzę o włoskim prawie i rynku nieruchomości.
Nowe początki
Przez pewien czas mieszkaliśmy w wynajętym domku z bali, należącym do przyjaciół poznanych w przedszkolu naszej córki. To właśnie wtedy mogła rozpocząć swoją przygodę z edukacją we Włoszech. Ewelina znalazła alternatywną placówkę, w której brak znajomości języka włoskiego nie stanowił problemu.
Nasz prawdziwy dom
Po wielu miesiącach poszukiwań w końcu udało się znaleźć nasz prawdziwy dom. Córka zmieniła przedszkole, nadal w alternatywnym nurcie, co bardzo nam odpowiada. Niedługo później urodził się nam syn, a ja mogłem w pełni rozwinąć swoją pasję do ogrodnictwa.
Nowa społeczność
Poznaliśmy tu wiele fantastycznych osób z różnych krajów i kultur. Spotkania, rozmowy i wspólne działania sprawiły, że poczuliśmy się częścią lokalnej społeczności. Co ciekawe, właśnie to okazało się jedną z największych niespodzianek, którą dziś bardzo cenimy.
Nasze małe gospodarstwo
Mamy własny gaj oliwny, z którego produkujemy oliwę i chętnie się nią dzielimy. (www.wsrodkuumbrii.pl/wyroby/) Prowadzimy ogród pełen warzyw i owoców, a Ewelina opiekuje się swoim zielnikiem i łąką. Nasz dom to prawdziwe mikro-gospodarstwo, w którym żyją z nami kury, koty i pies. Dzięki temu codzienność ma swój rytm i wyjątkowy charakter.
Nasze małe paradiso
Każdego dnia krok po kroku zmieniamy nasze miejsce, nasze małe „paradiso” — przestrzeń pełną harmonii i spokoju. To właśnie dlatego chcemy się tym dzielić i pokazać innym ten wyjątkowy świat.
Apartament dla gości
Aby móc dzielić się tym doświadczeniem, stworzyliśmy miejsce noclegowe — Apartament Stanza di Luce w Petrignano pod Asyżem.
Serdecznie zapraszamy!